poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 10

Jest cicho, co jakiś czas słychać szmer. Otwieram powoli oczy, w pomieszczeniu panuje półmrok. Nie mam pojęcia, gdzie się znajduję. Pokój jest przestronny, szaro – zielone ściany, prawdopodobnie leżę na łóżku. Jest miękkie, skąd ja się tu wzięłam? Przytępiony mózg walczy z odzyskaniem wspomnień. Zbyt gwałtownie unoszę głowę, czuję jakby ktoś walnął mnie młotkiem.
- O, mój Boże. – jęczę, łapiąc się za czoło. Pode mną ktoś się porusza, słyszę cichy jęk. Podejmuję kolejną próbę i w powolnym tempie unoszę ciało. Obok mnie… pode mną – jak kto woli… leży Eleanor, po prawo Niall. Wzrok kieruję na podłogę, gdzie leży reszta ‘’załogi’’ w bardzo złym stanie. Mój mózg nadal nie funkcjonuje prawidłowo.
- Myślę, że ci się to przyda. – słyszę nad sobą głos Harry’ego. Momentalnie syczę czując piekący ból w czaszce.
- Gdzie ja jestem? – pytam zaspanym głosem. Już nawet nie silę się, na to aby myśleć o tym co się działo przez ostatnie kilka godzin, lub co robi tutaj Harry. Nie powinien zdychać, tak jak my?
Ignoruje moje pytanie i wciska mi dwie małe tabletki w rękę.
- Popij. – radzi, podając mi butelkę z wodą. Karcę go spojrzeniem, jednak zanim połykam pastylki przyglądam mu się uważniej. Włosy jak zawsze idealnie zaczesane do tyło, po bokach ‘’artystyczny’’ nieład, zapewne przeczesał je dłonią. Tyle z ‘’artystycznego” nieładu. Czarny T-Shirt, tego samego koloru rurki z dziurami na kolanach… chyba nigdy nie zrozumiem jego stylu. Zaraz, zaraz… z tego co pamiętam, to on też pił…
JAK?! Jak on to robi… muszę przyznać, że wygląda naprawdę bosko. Jest przystojny, fakt.
- Skończyłaś? – pyta z chytrym uśmieszkiem. Serio, aż tak było to widać? Rumienie się i szybko połykam  tabletki. Oddaję mu butelkę, czując jego wzrok na sobie  powoli kładę się na Eleanor. Jeszcze bardziej wcisnęła się pode mnie. BOŻE! Najgorsze jest jednak to, że nic nie pamiętam. Serio, aż tak dużo wypiłam? JESTEM NIEPEŁNOLETNIA! Dlaczego ja im tego nie powiedziałam? O nie… Damon mnie zabije jak się dowie!
- Nic nie pamiętam. – jęczę do siebie.
- Słaba głowa. – nuci Harry, siadając na fotelu. Wzdycham głośno.
- Co się wczoraj działo? Gdzie jestem?
- U mnie w pokoju. – ignoruje moje pierwsze pytanie. Prycham cicho.
Najciszej jak potrafię wstaję z łóżka pokonując nie lada wyzwanie, aby wyplątać się z objęć El i Niall’a. Kręci mi się w głowie i tracę równowagę zdając sobie sprawę, że wokół mnie leżą… pozostali.
- Błagam cię powiedz, że już kiedyś piłaś ALKOHOL. – dłonie Harry’ego zacieśniają się na moich biodrach, unosi mnie lekko i przenosi, stawiając na bezpiecznym, nieosiedlonym – skrawku podłogi.
- Dzięki. – mamroczę.
- Więc? – zerka na mnie wyczekująco. Jego tęczówki mają inną barwę niż zazwyczaj. Są ciemne. Czarne! Marszczę czoło, o co mnie pytał?
- Harry jestem niepełnoletnia. – mówię na jednym wydechu, widząc jak stopniowo na jego twarzy rośnie coraz to większy szok.
- Co? – jęczy.
Zakrywam twarz włosami spuszczając głowę. Mam rozwiązane włosy! Ugh!
Zaraz…
KURWA!
- Harry, dlaczego jestem w samych majtkach i… kogoś bluzce?! – piszczę, zabieram kołdrę z łóżka na którym spałam.
- Ja pedoole! Oddaj nuńka. – bełkocze Niall w poduszkę. Co oddaj?
Jestem w samych majtkach! Wyczekująco wpatruję się w bruneta, uśmiecha się pod nosem, a w policzkach kształtują się urocze dziurki.
- Mojej koszulce. – mówi miękko. CO?!
- O, mój boże! Dlaczego nic nie pamiętam?! Co tu się działo? – pytam bardziej siebie, niż jego.  Harry cicho się śmieje. Nie. NIE! Ja coś… My razem. N I E !! Wpatruję się w niego z przerażeniem.
Puszcza mi oko.
Mocniej opatulam się kołdrą.
Siadam na fotelu z przerażeniem uświadamiając sobie, co mogłam zrobić.
- Wracając… JAK TO NIE JESTEŚ PEŁNOLETNIA?! – wydziera się Harry. Odruchowo łapię się za głowę.
- Możesz trochę ciszej? Niektórzy próbują spać. – bełkocze Zayn przewracając się na drugą stronę.
- Dlaczego nie powiedziałaś? – pyta już szeptem, patrząc wyczekująco.
Mój mózg teraz jednak przetwarza coś innego, a mianowicie: JAK MOGŁAM PRZESPAĆ SIĘ Z STYLES’EM?!
- Nie pytałeś. – odpowiadam, karcąc go wzrokiem.
To nie może być prawda. Co się wczoraj działo?
- Powiedz co się działo, wszystko. – błagam wstając.
- Jest niepełnoletnie. – szepcze głupio się uśmiechając. Ignoruje mnie totalnie. – Ile ty masz lat, co Evans?
Wkurzona ściągam z siebie kołdrę i rzucam się na łóżko. Przypominam sobie, że jestem prawie goła i ponownie wstaję.
- Pytam się coś. – mówi groźnie.
- Odpierdol się Harry. Nie mogłeś powstrzymać tych swoich łap? Lubisz wykorzystywać piane nastolatki, co? – syczę na niego.
- Co ty pierdolisz, Evans?
- Jak to co? Boże! Brzydzę się tobą… i sobą! Gdzie są moje ciuchy?! – złość ze mnie kipi. Związuje włosy gumową bransoletką, którą zawsze mam na lewej ręce.
- Ty myślisz, że? – Harry głośno zaczyna się śmiać. Pozostali zaczynają kląć i zmieniać pozycje na łóżkach, podłodze.
- Boże, ludzie idźcie pokłócić się gdzieś indziej. – radzi Louis.
- Jesteś okropny! – krzyczę na lokowatego. Jak on śmie się jeszcze śmiać?
- Myślisz, że bym cię dotknął, suko?! – no i wracamy do punktu wyjścia… - Graliśmy w butelkę, czy karty nie pamiętam… w rozbieranego. Zostałaś w samym staniku, kurwa Zayn prawie się na ciebie rzucił. Dali ci szansę, żebyś w zamian za… - w jego oczach ostrzegam  małą iskierkę. -…coś, rozebrała z jednaj rzeczy któregoś z nas. No i kurwa nie mam pojęcia czemu akurat wybrałaś sobie mnie i MOJĄ koszulkę. – patrzy na mnie z udawanym niedowierzeniem.
Nie przespałam się z nim! – świętuję w środku małe zwycięstwo, ale tylko kilka sekund – ponownie uświadamiam sobie o ilu rzeczach z wczoraj nie wiem.
- Jesteś pojebany. – szepczę.
- No dobra, chyba sobie już nie pośpimy. – z podłogi podnosi się GOŁY Zayn. Piszczę cicho i szybko zakrywam oczy.
Mulat i pozostali lekko wybudzeni  wybuchają śmiechem.
- Dlaczego jesteś goły? – jęczę.
- O to samo mógłbym zapytać ciebie. – odpowiada z nutką rozbawienia w głosie.
- Nie jestem goła, jej noo… możecie mi powiedzieć gdzie są moje ciuchy? – odwracam się tyłem do reszty.
- Obawiam się, że już ich nie odzyskasz.
- Słucham, dlaczego?! – odwracam się z powrotem w stronę Zayna, ten z rozbawieniem wpatruje się w okno.
- Taa, raczej nie odzyskasz. – mruczy Harry.
Podchodzę do okna, na dworze powoli zapada noc, niebo jest cudownie różowe… mój stanik wisi na drągu zamiast flagi…
Zaraz… CO?!
- Skąd to się tam wzięło? – zakrywam usta dłonią widząc resztę ubrań porozrzucanych po placu, nie tylko moich.
- Jednym słowem. Impreza się udała! – słyszę nad uchem głos Louis’a.
Taa, widać.
Nagle w pokoju rozlega się miarowe, mocne uderzanie w drzwi. Podskakuję z zaskoczenia. Nim zdążamy zareagować drzwi się otwierają, a do pokoju wchodzi…
- Damon?! – krzyczę z zaskoczenia.
- W rzeczy samej. Proszę cię o opuszczenie tego… pokoju. – wszystkich obdarza swoim kpiącym uśmiechem. – Boże człowieku ubierz się, one jest jeszcze niepełnoletnia. – zwraca się do Zayn’a.
Bardzo powolnym krokiem kieruję się do wyjścia.
- Masz, załóż. – Liam podaje mi czarne legginsy. Zerkam na niego podejrzliwie. Szybko wsuwam je na siebie i wychodzę na korytarz. Gdzie ja się właściwie znajduję?
Damon tu jest! On mnie zabije.
- Morda w ziemię i nie kiełkuj! Później cię znajdę golasie. – Damon ‘grozi’ Mulatowi. Zamyka drzwi i nie patrząc na mnie prowadzi przez korytarz. Czyli wychodzi na to, że jestem w części mieszkalnej chłopaków…
- Jedziemy do domu, leć się przebrać. – mówi tylko otwierając przede mną drzwi do mojego pokoju.
- Co, ale jak to?! Damon wszystko ci wytłumaczę. – próbuję się bronić.
- Owszem, wytłumaczysz. – uśmiecha się, jego uśmiech jest specyficzny - usta unoszą się tylko z jednej strony. – Nie patrz się tak na mnie… jak bym ci matkę zabił. Raz, raz auto zając, niedługo ucieknie. – klaszcze w ręce poganiając mnie.
Wybieram z szafy zieloną, luźną bluzę z kapturem i szare legginsy. Ubieram się, a włosy wiąże w warkocz.
- Masz minutę. – uchyla drzwi i szybko je zamyka.
- Jestem gotowa. – buczę, wychodząc do niego.
Wsiadamy do samochodu, przez jakieś trzydzieści minut nie rozmawiamy w ogóle.
- Więc po co to wszystko? – pytam w końcu.
- Dostałem bardzo ciekawe zdjęcia… i mama chciała cię uściskać. – zerka na mnie i lekko się uśmiecha.
- Zdjęcia?
- Po pierwsze obiecałaś nam, że nie będziesz chodziła na imprezy, po drugie zgodziliśmy się na akademik tylko i wyłącznie bo ty tego chciałaś, po trzecie… no dobra trzeciego nie ma. Bella jesteś niepełnoletnia, spożywałaś alkohol i robiłaś rzeczy których teraz nie pamiętasz. Zostaniesz w domu dopóki ja i Emmet nie wrócimy. – tłumaczy. – Mama nie może zostać sama, wiesz przecież.
- Ale ja… szkoła. Muszę iść w poniedziałek na zajęcia. – mówię cicho.
- Wiesz nie wiem co zrobić. Piłaś, spotykałaś się z jakimiś chłopakami, a obiecałaś mi że…
- Demon ja nie miałam zamiaru tak spędzić weekendu. Miałam iść tam tylko na godzinę. A chłopaki? Nie rozumiem o co ci ostatnio chodzi przecież wiesz, że żaden jakoś nigdy się za mną nie uganiał.. – przerywam mu.
- Masz niską samoocenę, skarbie. A teraz posuń się Emmet zaraz wsiądzie.
Nigdy. Ale to nigdy nie rozumiałam tego człowieka. Ale teraz przechodzi samego siebie. Przejeżdżamy przez kilka przecznic, stajemy aby Emmet mógł wsiąść.
- Hej Mała. – przytula mnie.
- Hej Duży. – przedrzeźniam go.
- Ej słyszałem, że nieźle poimprezowałaś dzisiejszej nocy. – puszcza mi oko.
- Wolałabym nie imprezować, ale nie miałam wyjścia. – wzdycham ciężko. Emmet się śmieje.
- Mówiłeś jej Damon? – zwraca się do mojego brata.
- Taaa.
- Jak będziesz cicho i powiesz Kate, że jedziemy koncertować to my również nie piśniemy słówka mamie o twojej szalonej nocy. – proponuje Emmet. Bez dłuższego zastanowienia zgadzam się. Niepotrzebnie bym ją denerwowała.
Po kilku minutach powiadamiają mnie jeszcze o dzisiejszym koncercie, który mają za dziesięć minut… Z wielką niechęcią idę z nimi za kulisy.
- To jak Młoda? Zaszczycisz nas dzisiaj swoim głosem? – pyta mnie Jake kiedy już docieramy na miejsce. Emmet i Damon poszli się przebrać.
Kiwam przecząco głową. Głośno tu, wszyscy piszczą i się drą. Moja głowa pęka.
- Masz może jakąś tabletkę? – pytam cierpko.
- Jasne. Kac? – śmieje się.
- To wcale nie śmieszne. – buczę idąc za nim w stronę jakiegoś pokoju.
Jake jest perkusistą w ,,Expensive”, dłuższe blond włosy, wysoki, błękitne oczy. Ładny, ale nie ma tatuaży ani nic z tych rzeczy…. Szkoda.
- Proszę. – podaje mi białą pastylkę. Dziękuję i szybko ją połykam. Wdrążamy się z nim w rozmowę, jest naprawdę miły, ma dwadzieścia jeden lat z tego co wiem… i bardzo ładnie rysuje. Jednak nie poszedł do żadnej szkoły plastycznej. Nie pytam dlaczego. Znam się z nim długo, ale nigdy nie rozmawialiśmy dłużej niż pięć minut.
- Tu cię mam. Za trzy minuty na scenie Jake. Bella spadaj za kulisy, chyba że… śpiewasz? – pyta podejrzliwie. Ponownie kiwam przecząco głową. Udaję się za kulisy i zakładam słuchawki stolarskie, za Chiny nie wiem skąd Emmet je wytrzasnął, ale za to go kocham. W nich jest cicho i spokojnie, praktycznie nie słyszę nic.
Nucę cicho jakąś melodię i zdaje sobie sprawę, że z chęcią bym zaśpiewała. Naprawdę to lubię, ale nie dziś. Kiedyś chodziłam z chłopakami na próby… hmm to znaczy próby przychodziły do naszego domu, a ja i tak nie mogłam się na niczym skupić więc korzystałam z okazji i śpiewałam z nimi. Napisałam nawet piosenkę, którą zaśpiewałam kilka razy na ich koncertach. Ale stwierdziłam, że to za dużo stresu i już od jakiegoś roku się tym nie zajmuję…

Po dwóch godzinach, może dwóch i pół… Emmet przebudza mnie z cudownej drzemki którą sobie ucięłam i prowadzi do samochodu. Po kolejnych trzydziestu minutach wjeżdżamy na duże podwórko, a moim zaspanym oczom ukazuje się nasz cudowny ogród z wielkim osiemnastowiecznym budynkiem. 

♥♥♥

Hej kochani! ♥
Rozdział miałam dodać wczoraj, ale chciałam go troszkę dopcować i oto takim cudem jest dziś! ;>Przepraszam za wszelkie literówki etc.
Kochani moi!
WESOOOOŁYCH ŚWIĄT! SPEŁNIENIA NAJSKRYTSZYCH MARZEŃ! ZDROWIA, RADOŚCI I DUUUUŻO MIŁOŚCI <3
ŻYCZĘ JAA ♥
KOCHAM WAS!
Jutro urodziny Luis'a :')
On nadal ma 21 lat, 21 LAT! ♥
Dodam chyba specjalną notkę z tej okazji, ale już dzisiaj chcę mu życzyć żeby zawsze był takim wspaniałym wariatem, żeby kochał i El i Hazzę tak samo :D
Wszytskiego Naj Louuuuu ;*
Do jutr w takim razie! :D
Julia ♥

PS. Damon i Jack :')
Kto oglądał #Titanic? @.@
Ja tak!



niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 9

Impreza jest jakby zamknięta… mogą wejść na nią osoby z listy, którą pisałam wczoraj z Arriane pół nocy! Jak to ona powiedziała?
,,-Jestem perfekcjonistką.”
Taa, przekonałam się o tym na własnej skórze. Wchodzę do klubu, wchodzę? Nie… raczej szuram po powierzchni chodnika człapiąc jak kaczka, mówiłam że nie umiem chodzić na obcasach? A co dopiero na platformach! Wolę nawet nie myśleć, jak strasznie musi to wyglądać…
Muzyka jest niesamowicie głośna! Widzę jak usta Arri się otwierają i jestem wręcz przekonana, że mówi coś do mnie, ale niestety… albo stety tego nie słyszę.
Kiwam głową, nie mając pojęcia na co właśnie się zgodziłam, a Arri łapie mnie pod rękę i z szerokim uśmiechem na ustach gdzieś ciągnie. Uśmiecham się do wszystkich których po drodze mijamy.
Wychodzimy w jakiś korytarz gdzie jest już troszeczkę ciszej i można normalnie porozmawiać.
- Na pewno zgadzasz się na taki układ? – pyta Arri unosząc brwi w zdziwieniu.
Jestem wręcz pewna, że musi to być coś strasznego.
- Yy… a możesz powtórzyć to co powiedziałaś wcześniej, nie słyszałam cię.
- Siedzisz do końca pilnując żeby wszyscy wrócili szczęśliwie do domów. – mówi.
Miałam rację, ale to jest jeszcze gorsze niż mogłabym się spodziewać!
- To twoja impreza, sama ich sobie pilnuj! –proponuję.
- Mam zamiar się napić, nie wiem czy będę w stanie to wszystko ogarnąć.- pociera dłonią czoło.
- Uh! Arri no, musze się jeszcze pouczyć. – musiałam wykorzystać ten argument. – A zresztą nie dotrwam do końca w tych butach.
- Dotrwasz. Lecę do gości, jakoś się później złapiemy. – mówi szybko i przelotnie całuje mnie w policzek, znikając za rogiem.
- Ale Arri…- zaczynam, ale już jej nie ma. – Cudownie. – fukam pod nosem.
- Szukasz kogoś? – gorący oddech ociera się o skórę mojej szyi. Wzdrygam się lekko słysząc zachrypnięty głos osoby której wolałabym dziś nie spotkać. Harry.
Dłonie kładzie na moich ramionach, lekko je pocierając. Staje przede mną.
- Czego chcesz? – jęczę.
Boję się go po naszej porannej… konwersacji. Jest zdecydowanie ostatnia osobą z którą mam chęć rozmawiać właśnie teraz!
Przenosi dłonie z moich ramion na plecy, pociera je lekko – skórę przeszywa ciepły prąd. Delikatnie przyciąga moje ciało do swojego, opierając brodę na moim barku.
- Ciebie. – szepcze wprost do mojego ucha. Słowa trafiają we mnie jak ostrza. Nie jest to przyjemne, ale nie robię nic by go od siebie odepchnąć. Wręcz przeciwnie, zmagam się z własnymi myślami. Chcę go bliżej…
Wzdrygam się lekko, słuchając własnych myśli.
Odpycham go od siebie. Wcale nie chcę jego bliskości.
Idę w tłum, próbując się jakoś wmieszać. Nie bardzo mi to wychodzi, ponieważ czuję jego rękę na moim ramieniu, odwraca mnie w swoją stronę i ponownie przyciąga do swojego ciała. Dłonią wędruje wzdłuż mojego ciała, zatrzymuje się przy udzie wędrując w górę, aż do mojego policzka, jest to dla mnie tak nowe i intymne…
Napinam wszystkie mięśnie i wzdycham lekko.
Nie panuję aktualnie nad swoimi emocjami, ruchami. Poddaję się temu co chce on, dopasowuję się do jego ruchów.
- Dobra dziewczynka. – ponownie szepcze mi do ucha, rozpływam się czując jego zapach. Duże dłonie wędrują po moim ciele w końcu lądując na biodrach, nie wiem gdzie podziać swoje ręce, więc zaplątuję je na jego karku. Lekko kołyszemy się w rytm szybkiej muzyki, spocone ciała skaczą wokół nas. Harry przyciąga mnie jeszcze bliżej, między naszymi ciałami nie ma praktycznie odstępu, wtulam się w jego ciepłą pierś. Ciepły oddech muska moją rozgrzaną szyję, po chwili przywierają do niej zimne usta lekko ssąc i gryząc wrażliwe miejsce.
Ała! Otrząsam się lekko i czym prędzej próbuję wyrwać Harry’emu. Mocniej ściska moje biodra i przegryza skórę, zimny kolczyk w jego wardze ociera się o moją szyję, dreszcze wstrząsają moim ciałem.
- Puść mnie! – próbuję przekrzyczeć tłum.
Co ja najlepszego robię? On bawi się mną, bawi się moimi uczuciami. Nie patrząc na niego, mogę powiedzieć, że się uśmiecha. Lekko dmucha malinkę, którą właśnie mi zrobił. Cmoka i puszcza.
Tak jak myślałam, zawadiacki uśmiech gości na jego twarzy. Spoglądam w jego oczy, nie mogę odgadnąć jakie uczucia nim kierują. Lekkie rozbawienie i coś jeszcze…
- Teraz jesteś moja. – oświadcza, zerkając na moją szyję.
- Co ty sobie wyobrażasz? – mówię, jestem wręcz pewna iż tego nie usłyszał. Odwracam się i przepycham przez tłum.
Jestem tak głupia. On z kolei jest nienormalny! Najpierw wyzywa mnie od suk, obraża, a teraz robi takie rzeczy. Coś jest nie tak. Podchodzę do jednej z loży, zauważam Liam’a i Niall’a więc siadam na wolnym miejscu.
- Hej Cass! – Liam przekrzykuje muzykę, odpowiadam tym samym. Niall lekko mnie przytula.
- Zayn poszedł po alkohol, chcesz coś Harry? – słyszę.
Harry?
Odwracam się, szedł za mną. No tak. Kiwa twierdząco głową na pytanie Niall’a i siada naprzeciwko mnie.
Odwracam wzrok.
Kilka minut później przychodzi Zayn z Louis’em ręce mają pełne alkoholu. Robi mi się niedobrze więc wstaję.
- Gdzie idziesz? – pyta Zayn, bacznie mi się przeglądając.
- Muszę się przewietrzyć. – odpowiadam. Przeciskam się przez tłum. W końcu docieram do drzwi. Wychodząc czuję przyjemny powiew wiatru na całym ciele, jest ciepło jak na wrzesień i to w Anglii…
Jednak po kilku minutach siedzenia na pniu skrzywionego drzewa, kilka metrów od budynku w którym jest dyskoteka – robi mi się zimno.
Nie wracam tam, o nie. Nie mam zamiaru widzieć… Harry’ego. Pocieram zaczerwienione miejsce. Syczę z bólu, kiedy zahaczam o nie palcem. Wstaję i otrzepuję spodenki.
Nie. Nie! Zapomniałam torebki. Ze zbolałą miną odwracam się w stronę wejścia do budynku. Moim oczom ukazuje się smukła sylwetka Harry’ego. Idzie tu! Rezygnuję z wcześniej podjętej decyzji, zmieniam kierunek na przeciwny. Podążam dosyć szybkim krokiem, na ile umożliwiają mi to buty.
- Cass! – krzyczy Harry. Słyszę go zbyt wyraźnie co oznacza, że jest kilka metrów za mną. Ściągam platformy i rzucam się biegiem przed siebie. Nie mam pojęcia gdzie się znajduję, skręcam w kolejną uliczkę. Podpieram się murku i kucam, ciężko dysząc zerkam za siebie.
Kurwa.
Biegnie tu. Czego on chce? Nie rozumie, że nie chcę mieć z nim nic do czynienia?
Z niechęcią prostuję się i biegnę dalej. Dobiegam do jakiegoś parku, który praktycznie nie jest oświetlony… jeśli jest tu jakiś staw, mam przerąbane. Wbiegam na ścieżkę między drzewa, odwracam się by zobaczyć, czy brunet nadal za mną biegnie.
Miłym zaskoczeniem jest to, że … nie ma go! Spowalniam tępo i szybkim krokiem zagłębiam się w ciemny park. Niechcący stąpam na szyszkę, syczę z bólu i powoli kuśtykam dalej… do nieznanego mi celu.
- Gdzie ci się tak śpieszy? – pyta chłopak z ciężkim brytyjskim akcentem. Wpadam na niego i zaczynam piszczeć. Serce nienaturalnie przyspiesza, kiedy duża dłoń zatyka mi usta. Przyciska mnie do siebie, serce powoli się uspakaja, jednak nie na tyle aby utrzymać normalny rytm. – Co z tobą nie tak? – syczy mi do ucha. Ciepły oddech muska moją szyję. Jest zmieszany z miętą i alkoholem.
Ja pierdole, opanuj się Cassandro! – karcę się w myślach.
- Nie krzycz. – mówi jeszcze i wolno zabiera dłoń. Jego zapach ponownie dociera do moich nozdrzy. Dlaczego on tak ładnie pachnie?! Dlaczego właśnie ON?!
- Przestraszyłeś mnie. – rzucam, wyszarpując się z jego objęć.
- Trzeba było nie uciekać.
- Trzeba było mnie nie gonić. – odgryzam się.
- Trzeba było się zatrzymać!! – krzyczy.   
- Czego chcesz? – karcę się w myślach za źle sformułowane pytanie. – Mogę ci w czymś pomóc? – szybko się poprawiam. Jego usta wykrzywiają się w lekkim uśmiech, jednak szybko przybiera kamienny wyraz twarzy.
- Zapomniałaś telefonu… znowu. – zza pleców wyciąga moją ‘’torebkę’’. Próbuję mu ją wyrwać, jednak jest szybszy i podnosi ją do góry.
- Nie tak szybko. – uśmiecha się przebiegle. Wzdycham ciężko i zaplatam ręce na piersiach.
- Harry… - mówię błagalnie. Nagle głośny grzmot zrywa wichurę, piszczę cicho. Burza… Nienawidzę burzy i grzmotów – taka tam trauma z dzieciństwa. Coś czuję, że zaraz lunie deszcz.
- Boisz się deszczu? – pyta rozbawiony.
Co w tym takiego śmiesznego? Nie odpowiadam.
Pierwsze krople zimnej cieczy, zaczynają lecieć z nieba. Eh, nie ważne niech sobie zatrzyma ten telefon. Zerkam na niego ostatni raz i ponownie zaczynam biec tyle, że w drugą stronę do wyjścia z parku. Krople spadają w coraz to większych ilościach. Silna dłoń łapie mnie za przedramię. Na ramiona opada miękki materiał.
- Przeziębisz się. - chrypie Harry, delikatnie łapie mnie za nadgarstek i szybkim krokiem prowadzi w stronę dyskoteki. 
Boże! Jaka ja nie rozumiem tego chłopaka. Jego nastrój... zmienia się sześć razy na minutę. Fukam cicho i próbuję dorównać kroku brunetowi. Ranna noga w niczym mi nie pomaga.
- Mocno cię boli? Dasz radę dojść? - pyta opiekuńczo Harry.
- Daj spokój. - syczę i mocno przegryzam wargę ponownie źle stąpając na płaszczyznę, jakby mogło się wydawać. 
- Musisz być zawsze taka uparta? - chłopak zatrzymuje się i chwyta mnie w pasie unosząc do góry. Czuje się niczym zaskoczona księżniczka, ale i zniesmaczona. Niekoniecznie ON musi być moim księciem. 
- Niedawno obrażałeś mnie, że jestem gruba. - mamroczę w jego ramię. Jego zapach wytężył się przez deszcz.
- Często mówię coś, żeby tylko kogoś zranić. Niekoniecznie jest to prawdą. - tłumaczy. Docieramy do drzwi, następnie Harry stawie mnie na ziemi. 
- Chodź zobaczymy, czy wszystko okej z twoją nogą. - przekrzykuje muzykę. Lekko kiwam głową, zgadzając się z nim. Ludzie popychają mnie, ocierają się o mnie jednak wszystko dzielnie znoszę, krocząc za brunetem.
Wchodzimy do DAMSKIEJ toalety, Harry każe mi usiąść, a sam szpera po szafkach. Zerkam w lustro i ciesze się, że nie zdecydowałam się dzisiaj na jakikolwiek makijaż. Kucyk trzyma się, jednak wyglądam jak ulizany chomik. Serio.
- Pokaż. - lokowaty siada na przeciwko mnie i spogląda jednoznacznie na moja nogę.
- Harry, to nie jest konieczne. - mówię, jednak on mnie już raczej nie słucha. Kładzie sobie moją nogę na udach i syczy cicho niepewnie na mnie zerkając.
- Wygląda... strasznie. Może cię trochę szczypać. - uprzedza, wlewając płyn z białej buteleczki na piały papier. Delikatnie oczyszcza ranę - łzy bólu spływają mi po policzkach. Jest to niekontrolowana, jednak jestem na siebie wściekła, że pozwalam sobie na takie coś. To tylko głupia ranka. Po zdezynfekowaniu owija moją stopę białym bandażem. Dziękuję mu i wychodzę z łazienki na boso. 
Teraz w sumie jesteśmy jakby kwita. Ja opatrzyłam mu rękę, on m stopę... Może w końcu sobie odpuści?
Docieram do boksu, w którym siedzą już wszyscy z paczki Arri.
- Oho! Jest nasza zguba! - krzyczy Liam zerkając na mnie z szerokim uśmiechem. Tuli do siebie Danielle. Są w świetnych nastrojach, więc muszą się świetnie bawić.
- A raczej dwie! - bełkocze Arri. Obok mnie pojawia się Harry. Siadam obok Eleanor i lekko się do niej uśmiecham, jest taka nieśmiała. Louis cmoka ją w usta, chwilę później wstępują jej rumieńce na policzki. 
- Zayn poczęstuj Cassandrę i Harry'ego jakimś swoim specyfikiem. - proponuje Niall.
- Sie robi. - puszcza mi oko. Rumienie się, jesu! 
Po kilku... kilkunastu drinkach. Nazwanych przez nas ,,Tamlinsony", powiem tyle, że nazwa powstałą w dość nietypowych okolicznościach... Louis jest bardzo... on po prostu nie lubi przegrywać. O tym kiedy indziej...
- Harry, Cassandroo! Teraz wasza kolej! Tamlinson i sweeeeet focia. - Louis postanowił każdemu z tutaj zebranych ''strzelić'' zdjęcie, tuż po napiciu się drinka.
- Nieee, ja nie. - bełkoczę.
- Mała! No dawaj, jednaa. - Harry zerknął na mnie czerwonymi od alkoholu oczami.
- No dobrze. Ale tylko jedna. - chichoczę, alkohol przesiąknął mnie już całą.
Po kolejnych drinkach, robiliśmy kolejne zdjęcia. Około drugiej w nocy zaczęliśmy grać w butelkę, później nic nie pamiętam.

♥♥♥
Jest rozdział ^^
Czytajcie i oceniajcie w postaci komentarzy jak mi poszło ;3
Dziękuję za ponad 3,300 wejść! <3
Jesteście kochani ;*
Dziękuję za komentarze!
No i mały bonus:
Postanowiłam dodawać zdjęcia, ale tylko sporadycznie. Związane z opowiadaniem, 
oczywiście nie musicie zwracać na nie uwagi, ponieważ to jest moja
wizja bohaterów i ogólnie wszystkiego. No więc popaczie sobie jeśli chcecie:

Cass i Harry:
Cass i Zayn:


Cass i Niall:


Cassandra powinna mieć związane włosy XD Ale nie znalazłam żadnego innego zdjęcia ;C
Ps. To są te zdjęcia co robił Louis <3

Dziękuję jeszcze raz! <3
Love you ALL ♥♥
Julia ♥


piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 8

Sobota. Sobota rano, tydzień w szkole i mogę spokojnie powiedzieć, że nie jest źle. Ludzie są mili… co niektórzy przynajmniej. Ostatnie dni spędziłam z Arriane na przygotowaniach jej imprezy – dużo czasu spędziłam z jej znajomymi, są w porządku oprócz Gabby i Harry’ego oczywiście – taa, nie przypadliśmy sobie zbytnio do gustu, lokowatego nie widziałam od środy, podobno wyjechał do rodziny… tak na początku roku? No nie ważne, ale chyba dzięki temu, że go nie widzę mam dobry humor. A Gabby? Od środowego ‘’spojrzenia sobie w oczy’’ nie widziałam jej. Jednak jakoś nie sądzę, aby odpuściła sobie upokarzanie mnie. Tego samego dnia, zbliżyłam się z Liam’em. Jest naprawdę świetny, nie spodziewałabym się tego po nim.
,,- Twoje oczy są czarujące. Nie wiem jak ty to robisz, ale jak się w nie spojrzy – to człowieka do Ciebie ciągnie.’’ – rzekł Liam uśmiechając się, a wokół oczu zrobiły mu się lekkie zmarszczki.”
Tak zaczęła się nasza pierwsza rozmowa na stołówce, tuż po jego szoku na to jak przez kilka sekund toczyłam z Gabby ‘’bitwę na wzrok’’. Chyba jestem za bardzo uprzedzona do ludzi… Poznałam Danielle – jego dziewczynę, jest urocza. Naprawdę się kochają – nie widziałam jeszcze tak związanych ze sobą emocjonalnie ludzi.
- Uważaj jak łazisz! – krzyczy na mnie chłopak, któremu niechcący wytrąciłam telefon z dłoni.
- Przepraszam. – dukam i biegnę dalej.
Ach tak, jeśli o tym mowa… wzięłam się za swoją kondycję! Zayn, Niall i Louis na W-F’ie mają ze mnie naprawdę niezłą polewkę, więc wzięłam się za siebie. Pokonuję ostatni zakręt i wbiegam na teren campus’u. Dzisiaj ta nieszczęsna impreza. Miałam zamiar nie iść w ogóle! Ale Arri by mnie zamordowała, więc pójdę na dziesięć minut, później mam zamiar zmyć się do akademika pod pretekstem nauki. Pokonuję ostatni schodek na piętro na którym znajduje się nasz pokój. Wyciągam słuchawki z uszu i zerkam na godzinę. Siódma! Równiutko.
Bravo Cass.
- Pobuuudka!!! – krzyczę otwierając drzwi na szerz, a te z hukiem uderzają do ścianę. Zaskoczeniem jest to, że Arri siedzi przy swojej toaletce malując oczy.
Arriane piszczy. – Kurwa! Cass jeszcze raz tak zrobisz, a cię zabiję! Obiecuję. Już trzeci raz poprawiam tą kreskę! – krzyczy.
Śmieję się.
- Pomóc ci? – pytam przysuwając sobie krzesło, na którym siadam. Zabieram eye-liner z jej trzęsącej się dłoni i maluję równiutką kreskę na lewej powiece. Z zniesmaczoną miną zerka w lustro, rozszerza oczy i przybliża głowę bardziej do lustra. Unosi głowę i spogląda na mnie z uniesionymi brwiami.
- Serio nigdy się nie malowałaś? – pyta podejrzliwie wskazując na czarną kreskę, którą jej namalowałam.
- Serio, serio. – uśmiecham się przebiegle.
- Jakoś nie wierzę. – mruczy ledwo słyszalnie pod nosem. Ignoruje jej komentarz, podchodzę do szafy i wybieram ciuchy na dzisiejszy dzień - granatowe rurki i różową ‘’oczojebną’’ bluzkę.
- Wiesz… gdyby nie to, że twoja dupa wygląda zajebiście sexy w tych rurkach to bym ci przyłożyła z buta. Jak możesz ukrywać taaaką figurę?! Już nie jesteś małą dziewczynką, czas dorosnąć do ciuchów. Już nie masz siedemnastu lat! – bulwersuje się czerwono-włosa.
- Właściwie to mam. – mrugam do niej.
Poszłam rok wcześniej do szkoły niż wszystkie dzieciaki, później wynikły małe komplikacje z zamieszkaniem w akademiku – nie mając ukończonych osiemnastu lat, ale Emmet z Damon’em jakoś to załatwili. Tak więc można usprawiedliwić zachowanie moich braci i mamy – martwią się o mnie, bo mają prawo. Nie jestem pełnoletnia.
- CO?! – krzyczy Arri. – To jak ty wczoraj kupiłaś ten alkohol?! – kontynuuje. Wczoraj Liam, Roland i Dani zaprowadzili nas do jakiegoś nowego baru, alkohol sprzedawał młody chłopak… uśmiechnęłam się jak zapytał o dowód, on odwzajemnił go i podał szklanki już o nic nie pytając.
Na pytanie Arri tylko wzruszam ramionami.
- Zaczynam się ciebie bać. – mówi, układając zęby w szczerym uśmiechu. Zabieram naszykowane ciuchy i idę do łazienki. Czekam chwilkę na zwolnienie kabiny i biorę długi, gorący prysznic. Wycieram ciało, a włosy obwiązuję ręcznikiem w tak zwany ‘’turban’’. Zakładam czyste ciuchy i z powrotem wracam do pokoju.
- Kogo my tu mamy. – wita mnie ohydny głos Gabby, a sekundę później gardłowy śmiech Harry’ego. Zamykam za sobą drzwi, brudne ciuchy wrzucam do worka na brudy, który trzymam w szafie. Powinnam dziś iść do pralni – zapisuję to w swojej pamięci.
- Arri, serio? – zerkam błagalnie na czerwono-włosą. Odpowiedna mi grymasem i wzruszeniem ramion. – Możesz proszę zejść z mojego łózka? – zwracam się do lokowatego.
- Raczej nie. – odpowiada obojętnie. Wzdycham głośno i ściągam ręcznik z włosów. Siadam przed toaletką Arri i podejmuję się próbie rozczesania poplątanych włosów w chwili gdy pozostali zaczynają mało obchodzącą mnie dyskusję. Kilka minut później poddaję się i przed wcześniejszym uprzedzeniem zebranych tu ludzi, włączam suszarkę. Nie mam siły do tych włosów, niby proste – jednak trudne, że tak to ujmę.
Dopiero po wysuszeni udaje mi się je ogarnąć, w chwili kiedy mam zamiar wiązać kitkę – zaczyna dzwonić mój IPhon. Zrywam się z krzesła i podchodzę do mojego łóżka, na którym leży Harold.
- Daj mi telefon. – rozkazuję Harry’emu. Uśmiecha się głupkowato i lekko unosi swoje biodra do góry. Marszczę czoło. Że niby ma go pod dupą?! Och! No błagam! – Możesz mi go… podać? – dławię się powietrzem. Zwracam uwagę na jego dzisiejszy strój: czarne, starte na kolanach rurki i biała koszulka z troszkę większym kołnierzem niż w każdej innej. Dlaczego on musi być… taki?!
- Złotko… - zaczyna.
- Och! Daj spokój. – mówię, schylam się nad i wkładam rękę pod jego ciało. Unosi kolano tak, że podcina mi nogi i upadam na niego. Piszczę cicho. Leżę centralnie na nim, z twarzą przyciśniętą do jego piersi. Już mam zacząć się bulwersować, kiedy do moich nozdrzy dociera jego zapach. Obezwładnia mnie, cudowny…
- Serio Harry?! – pyta Gabby. Głupio to przyznać, ale z cichym fuknięciem zsuwam się z jego ciała, kładąc się obok.
Po co to było?
Odwraca twarz w moją stronę, nasze tęczówki się spotykają. Nigdy nie spotkałam się z tak intensywnym zielonym, jaki mają jego oczy. Są naprawdę…
- Nie warto zostawiać swojego telefonu przy mnie, powinnaś to wiedzieć. – mruczy mi wprost do ucha, przechodzą mi cudowne ciarki przez całe ciało. Wciskam rękę pod jego plecy, w palce chwytam telefon i spoglądam na ekran.
Harry?
C O ? ! Nie przypominam sobie, abym zapisywała jego numer w MOIM telefonie! Dzwonił do mnie? Teraz?! Unoszę swoje ciało na łokciach.
- Żartujesz? – spoglądam na niego w szoku. Prycha cicho, puszczając mi oczko. Niezdarnie przechodzę przez jego ciało, na co on tylko cieszy się jeszcze bardziej. Uderzam go w ramię i siadam na drugim końcu pokoju. Gdzie Gabby? – rozglądam się po pokoju, Arri jaki i Gabby… zniknęły.
- Harry, błagam cię po prostu powiedz o co ci chodzi! – spoglądam na niego błagalnie. – Spróbujmy się dogadać, powiedz co chcesz postaram się to zrobić, tylko zostaw mnie w spokoju. – kończę.
- Nie jesteś gotowa do tej rozmowy, kochanie. – siada na łóżku.
- Też tak myślę. – mówię do siebie. Wstaję i podchodzę do swojej szafy, telefon chowam w tylnej kieszeni spodni i sięgam po worek z brudami. Jak wcześniej postanowiłam, przyda mi się pranie.
Duże, zimne dłonie obejmują mnie w pasie – Harry obraca mnie w swoją stronę i przyciska do szafy, jęczę cicho.
- Chcę Ciebie. – mówi z ustami zbyt blisko moich. Jego oddech muska moje rozgrzane policzki. W brzuchu dzieje się coś dziwnego, a w głowie panuje prawdziwa burza myśli. Zmysły wytężają się zapamiętując każdy szczegół z twarzy Harry’ego.
- Żartujesz. – mówię stanowczo, próbując go od siebie odepchnąć. Kolanem blokuje mi drogę.
- Chcę Ciebie. Będziesz moja. – patrzy mi prosto w oczy. Długie włosy, które zazwyczaj są związane ciążą mi na ramionach.
- Co z tobą nie tak, Harry? – poodejmuję kolejną próbę odepchnięcia go od siebie. Nic, dłońmi zagradza mi drogę ucieczki – umieszcza je z dwóch stron mojej głowy.  Powoli zaczynam czuć strach.
- Zakochasz się we mnie. Nie będziesz mogła wypędzić mnie z myśli… - mówi dalej, jakby mnie nie słyszał. Łapie kosmyk moich włosów i wkłada go za ucho, otwieram buzię aby coś powiedzieć, ale zaraz ją zamykam. Do pokoju wchodzi Danielle, Harry szybko się ode mnie odsuwa.
- Hej Dani. – podchodzę do niej i mocno ją przytulam widząc jej zagubioną minę.
- Może ja… - zaczyna.
- Nie, Harry właśnie wychodził. – wyprzedzam ją. Gromię go wzrokiem, Harry jedynie śmieje się cicho i wychodzi.
- Cass? Co to było?! – piszczy Danielle.
- Nie wiem, to jakiś psychol! Błagam cię chodźmy stąd. – biorę w rękę worek i ciągnę ją za dłoń. W drodze wiąże włosy.
Dani jest lekko w szoku, to tak jak ja. Nie mam pojęcia co właśnie się stało. Mam nadzieje, że to był jeden z tych głupich żartów Mr. Styles’a. Nie mam zamiaru o tym myśleć. To czemu kurde, to nie chce wyjść z mojej głowy?!
Idę z Danielle do pralni gdzie piorę i suszę swoje ciuchy, a następnie z powrotem zanosimy je do mojego akademiskiego pokoju. W środku spotykamy Rolanda, Liam, Louis’a i Eleonor. Po długiej namowie Louis puszcza swoją ukochaną, zabieramy ją więc  na pyszny obiad – El okazuje się być strasznie nieśmiała, ale słodka. Danielle sprzedaje nam wszystkie plotki, opowiada i doradza. Po skończonym obiedzie idziemy jeszcze na małe zakupy, jednak nic sobie nie kupuję oprócz gum do żucia. Mam co prawda kartę, ale nie chcę wydawać kasy na bzdety, mamie i tak jest ciężko. Jednak Dani kupuje mnóstwo ciuchów. Kiedy docieramy do akademiku jest po dziewiętnastej, dostaje nam się niemały ochrzan od czerwonego elfa, czytaj Arriane. Niechętnie zakładam na siebie jasne, łososiowe spodenki i białą bluzkę – którą na siłę wpycha mi Arri, na rozpuszczone włosy i makijaż już nie udaje jej się mnie namówić.
- Kocie! Troszeczkę pudru cię nie zabije. – zapewnia mnie Arri, trzymając centymetr od mojej twarzy gąbeczkę nasiąkniętą drobinkami różu.
Kiwam przecząco głową.
- No to chociaż daj włosy rozpuścić. – prosi.
- Arriane! Naprawdę aż tak nieładnie mi bez tony makijażu na twarzy i wystylizowanej fryzurą? Nie bardzo zależy mi na wyglądanie…
- Udam, że nie słyszałam. Musi ci zależeć, zaraz osiemnastka, a nie chodzi mi o ‘’tonę makijażu na twarzy” jak to ujęłaś tylko o troszeczkę różu na policzkach! Masz piękne długie włosy, dlaczego nie chcesz ich rozplątać?! Przecież nie umrzesz od tego. – coś mi się wydaje, że czerwony elf powoli odpuszcza i tracie we mnie wiarę. Śmieję się w duchu. – Jesteś niesamowicie uparta Cassandro! – Arri tupie nogą niczym mała dziewczynka i z czerwoną twarzą siada na swoim łóżku.
- Nawet nie marz, żeby się sprzeciwiać co do założenia tych butów. Tego ci nie odpuszczę! – złość wręcz z niej kipi, wskazuje na białe platformy ustawione przy mojej szafie. Jęczę cicho.
- W życiu nie miałam na nogach szpilek! Chcesz mnie zabić?! Przecież one mają około piętnastu centymetrów! –krzycz na Arri, no normalnie na nią krzyczę. Dlaczego ona tak bardzo chce zmienić moje życie? Niby tylko wygląd, ale wygląd to praktycznie wszystko co mamy no i kwitek z uczelni z ocenami, ale tak czy tak to najpierw patrzą na wygląd. No tak kurde było jest i będzie, a niby to jest na drugim planie… ta jasne.
- To zabolało! – łapie się teatralnie za serce. – Jak mogłaś NIGDY nie chodzić w butach na obcasie?! – jest przerażona.
- Normalnie, wolę trampki. – wskazuję na swoje bordowe Converse.
- Więc czas na zmiany. – wstała z łózka, podeszła do szafy i wzięła swoje szpilki w ręce podają mi je, ze zbolałą miną przyjmuję je, siadam na swoim łóżku i zakładam platformy na stopy.
- Jak się zabiję, przeżyjesz najprawdziwszy Paranormal Activiti. Obiecuję ci to. – przyrzekam powoli idąc wzdłuż pokoju, po raz setny - próbując nauczyć się chodzić na wysokich butach.

- Oj tam, dobrze ci idzie. Łap torebkę – rzuca w moją stronę coś wyglądającego jak portfel. Mruczę ciche dzięki przyglądając się torebeczce. Na imprezę podrzuca nas kumpel Liama… Paul? Jakiś starszy facet, ale miły, przynajmniej mogę tak stwierdzić po piętnastu minutach znajomości. Wychodząc z samochodu, słyszę dudniącą muzykę.

♥♥♥

No więc tak, przepraszam, że dodaję naprawdę po długiej przerwie! :(
Miałam dodać w niedzielę, ale coś mi się zrypał ruter i komputer nie łapał zasięgu ;CC
Przepraszam jeszcze raz, następny będzie na 100% w przyszły weekend :)
Ten, miałam dodać jutro, ale w związku z tym, że idę na urodziny koleżanki dodałam dziś ;*
LOVE YOU ALL! ♥
Julia ♥
PS. BOOOSKIEE! <3 Śmiech Hazzy >>>>>>>>>>

Liebster Award ♥

Zostałam nominowana do Liebster Award! Baaardo chciałam za to podziękować kochanej Directioner_xx
Kochanie, straasznie dziękuję ;** ♥

REGULAMIN:
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "Dobrze Wykonaną Robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody, należy odpowiedzieć na jedenaście pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz jedenaście blogów, informując ich o tym i zadajesz im jedenaście pytań. Nie wolno nominować bloga, który nominował Ciebie.

Odpowiedzi na pytania od: Directioner_xx
1. Jaki kolor koszulki masz teraz na sobie ? c:
Aktualnie granatową *_*

2. W ilu i jakich jesteś fandomach ? :)
Więc tak, jestem w jednym fandomie. Jestem Directinerką! ♥ Jednak kocham Demi Lovato, Miley Cyrus i Selenę Gomez - jestem z nimi od ich ciężkich Disney'oeskich początków <3 I nigdy ich nie opuszczę, są w moim serduszku! Wspieram ich fandomy, a sama również po połowie się do nich zaliczam, tak samo jak uwielbiam Little Mix i Justin'a Bieber'a ♥ Jednak całym sercem oddałam się One Direction <3 Always and Forever ♥

3. Ulubiony owoc ? :D
Kocham praktycznie wszystkie, oprócz grejpfruta i ananasa, blee XD

4. Co powinno być dla Ciebie podstawą dobrej przyjaźni ?
Zdecydowanie szczerość ;3 Pomoc od drugiej strony w niezależności od sytuacji ^.^

5. Co leży teraz najbliżej Ciebie i czy jest to telefon ? xD
Haha, w sumie to nie wiem gdzie go podziałam nawet XD lolz. Najbliżej mam swoją najukochańczą wieżę <3 Od niedawna się z nią nie rozstaję *_* Puściłam sobie ,,Midnight Memories" i odpłyywamm ;__;

6. Jak mają na imię Twoi rodzice ?
Mama - Anna, Tata - Piotr <3

7. Mieszkasz w bloku czy w domu prywatnym ?
W domqq prywatnym ^.^ I się zastanawiam czy nas nie zdmuchnie!! :D Taki wiatr, że maasakraa! lolz

8. Wolisz kebaba czy zapiekankę ? ;3
Kebaba, nie lubię pieczarrek ;//

9. Jaki masz kolor oczu ?
No i to jest kurde największa zagadka mojego życia!! :D Codziennie inne ;_; Od błękitnych - przez szare - do bosko zielonych ♥ Jedyna część mojego ciała, która mi się podoba >>>>

10. Jaka cecha charakteru podoba Ci się u chłopaków najbardziej ? ;)
Czuły, serdeczny i kochany - taaki słoodki *.* No i oczywiście poczucie humoru <3

11. Gdybyś mogła cofnąć czas do jednego wydarzenia, jakie byś wybrała ?
W 2010 miałam przeprowadzić się do Anglii... chcę aby wrócił ten czas i żebym przeprowadziła się naprawdę c: lub premiera teledysku ,,One Thing" wtedy pierwszy raz posłuchałam 1D, i to nie jest data kiedy zostałam Directionerką :'( W styczniu- lutym będzie rok dopiero :))

Moje pytania: 
1. Do jakiego fandomu należysz? ;3
2. Ulubiony aktor.
3. Ile masz lat? ^^
4. Ulubiona potrawa :D
5. Ulubiony film :))
6. Szczególna cecha, która przyciąga cię u chłopaka XD
7. Imię najlepszej przyjaciółki ;p
8. Twoje imię *.*
9. Gdzie chciałabyś/chciałbyś mieszkać? ♥
10. Co robisz w wolnym czasie? ;))

Blogi które nominuję:
(kolejność jest przypadkowa) ^^
Noo więć, nie jest to 10 blogów - ale to są te które czytam aktualnie ^^ Reszta to Dark, Cold, Chills, After itd <3


Jeszcze raz baaardzo dziękuję ;** ♥

PS. Rozdział pojawi się za jakieś 10-15 minutek ;3




niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 7

- Cass… wszystko okej? – Arriane dopada do mnie mocno mnie przytulając.
- Tak, wszystko dobrze. – zdobywam się na uśmiech. – A co to było? – wskazuję na drzwi.
- Usiądź. – prowadzi mnie do łóżka, siadam. – Słuchaj, co ty mu powiedziałaś? On… chciał żebym się do niego przeprowadziła. Co w ogóle nie wchodzi w grę, ale mniejsza o to. Dawno nie widziałam go tak zdenerwowanego. Czy on cię jakoś skrzywdził? Słuchaj znam go już długo i wiem jaki jest naprawdę. Dziewczyny są dla niego jak zabawki, każdego wieczoru inna. Nie szanuje naszej płci… Nie jest typem z którym możesz się po prostu przekomarzać. Jest strasznie uparty, a z małych kłótni wszczynają się bójki. Przynajmniej raz w tygodniu widzę go z siniakiem, lub rozciętą wargą. Powiedział ci coś niemiłego? Proszę, nie bierz tego do siebie… wyglądasz jakbyś płakała. – Arri gada nie pozwalając dojść mi do słowa. – Nie przejmuj się tym cokolwiek ci powiedział, on po prostu taki jest. Nie zmienisz go, wydaje mi się że dużo w życiu przeszedł. – kończy, patrząc na mnie wyczekująco. A ja zastanawiam się jak i co jej powiedzieć.
- Bo on… pokłóciliśmy się. Na W-F’ie uderzył mnie piłką, a później obudziłam się w gabinecie pielęgniarki,  on już tam był. Powiedział że mam zostawić cię, was wszystkich w spokoju, że jestem suką i do was nie pasuję, powiedział że ma przeze mnie tylko problemy. – na końcu załamuje mi się głos. Arri mocno mnie przytula. – Proszę mogłabyś po prostu powiedzieć mu, aby nie przychodził tutaj? Ja ograniczę nasze kontakty do jak najmniejszej możliwości. – uśmiecham się smutno.
- To że jest moim przyjacielem nie oznacza, że będę go słuchać! Proszę cię, Cass. – roześmiała się. – Miejmy go po prostu w dupie. Jesteś bardzo miłą i delikatną osobą, mam zamiar się z tobą zaprzyjaźnić! Meczy mnie już Gabby. – złapała mnie za dłonie lekko je ściskając.
- Na pewno? Nie chcę żebyś miała przeze mnie jakieś problemy…
- To już ustalone! A teraz zapraszam na zakupy. – pociągnęła mnie do góry. Podała mi jakąś szarą torbę i kazała za sobą iść. – Będziemy musiały ciągać za sobą Rolanda, nie mam samochodu… a  z Harry’m raczej nie mam ochoty dziś przebywać, nieźle się z nim o ciebie pokłóciłam. – puszcza do mnie oczko. - No więc poprosiłam Rolanda żeby pożyczył samochód od starszych i zgodził się robić nam dziś za szofera.
Posłałam jej wymuszony uśmiech, ponieważ myślami byłam już gdzieś indziej.
Nie chcę żeby przeze mnie kłóciła się z przyjaciółmi – to jest ostatnia rzecz o jakiej marzę. Przeżyłam tyle czasu bez przyjaciół więc i teraz dam radę. No ale coś zauważyłam, że aby przegadać moją współlokatorkę trzeba mieć naprawdę niezłą nawinkę. Z czego… przyznam się bez bicia… ja na pewno nie słynę. Jedziemy już jakieś pół godziny, Roland co jakiś czas zerka w lusterko obdarzając mnie współczującym uśmiechem. Z tego co wyłapałam Arri opowiada o balu, który MAMY zorganizować pod koniec października.  Tak mamy, to znaczy… Jak ona to nazwała? Dzisiejszy dzień jest okresem próbnym, jak mi dobrze pójdzie doradzanie jej to zgodzi się mnie przyjąć na pełny etat… Cokolwiek to znaczy – zaśmiałam się w duchu.
- Wiesz myślałam z Gabby nad strojami, ona stawia na coś mega sexi i mega krótkiego – zastanawia się przez chwile. – W sumie czego innego mogłam się po niej spodziewać. –dodaje z uśmiechem. – A Ty Cass? Jak myślisz?
Brrr… Gabby, od razu przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Jezu co jej odpowiedzieć? Już wiem, że nie będzie mnie na tym balu! Wspaniałomyślna Arriane pomyślała nawet o tym, by każdy przyszedł z osobą towarzyszącą. Cudownie!
- Ja – Um – Jeśli ma to być bal, to wydaje mi się że można zrobić go w bardziej ‘’starodawny’’ sposób. Mężczyźni w garniturze. – Roland ciężko wzdycha, puszczając mi przy tym pełne niedowierzania spojrzenie. – Przepraszam. – mówię bezgłośnie. – A my w długich sukniach. – kończę mówiąc już normalnie.
Taa, wyrwałam to z jakiegoś filmu. Długie sukienki w garnitur… pff. Jasnee.
- Też tak myślę! – piszczy, gwałtownie odwracając się w moją stronę. – No więc przegłosowane. Będą długie sukienki! A sale ubierzemy tak nastrojowo… wszędzie kwiaty! A sufit będzie wyglądał jak najpiękniejsze niebo…
Oj, chyba podsunęłam jej nowy temat. Upss…
Paplanina Arri nie kończy się nawet kiedy wychodzimy do sklepu. Duży ten sklep, bardzo duży. Po dwóch godzinach chodzenia mogę spokojnie stwierdzić, że po pierwsze: jest tak duży, że nawet sobie nie wyobrażałam, że jest taki duży, po drugie zdecydowanie zakupy z Arri to coś… na co trzeba mieć dużo energii i siły fizycznej – psychicznej też, ona zdecydowanie za dużo mówi! I po trzecie: nie mam siły! A tak poza tym w tym sklepie jest dosłownie wszystko!
- Po co ci tyle alkoholu?! – piszczę widząc jak dokłada chyba z dziesiątą skrzynkę wódki.
- Kochanie, uwiną się z tym w godzinę. – zapewnia mnie.
- Albo szybciej. – nuci Roland z chytrym uśmieszkiem. Przewracam oczami
- Znalazłaś te rurki? – pyta Arri spoglądając na mnie.
- Mhm, fioletowe czy czerwone? – pytam unosząc oba opakowania do góry.
- Fioletowe.
Po kolejnych dwóch godzinach chodzenia po sklepie, zaczynającego się od niewinnego zdania Arri: ,,- Jeszcze tylko coś słodkiego.” w końcu stoimy przy kasie z trzema wypchanymi po brzegi wózkami sklepowymi. Już nawet nie zwracam uwagi na dziwne spojrzenia ludzi. Zerkam rozbawiona na Arri i Rolanda, którzy zawzięcie wystawiają wszystko na taśmę.
Po kolejnych kilkunastu minutach zamykam bagażnik dziwiąc się jak to wszystko zdołaliśmy do niego upchać. Na dworze już robi się ciemno, dużo czasu zajęły nam te zakupy, ale nie powiem bo bawiłam się świetnie mimo tego iż jestem okropnie wykończona.
FUCK!
Muszę się jeszcze uczyć, a już wpół do 9!
- Może skoczymy jeszcze na jakąś kawę? - proponuje Arri.
- To dobry pomysł. -przytakuje jej Roland.
- Wiecie, bo powinnam się jeszcze pouczyć na jutro... - zaczynam.
- No tak, ja też powinnam coś ogarnąć. - smuci się czerwono - włosa.
Cieszę się w duchu, mimo tego że serio napiłabym się jakiejś dobrej kawy. Moje rozmyślanie przerywa piosenka Damona?! WTF? Widzę jak Roland wyciąga telefon z kieszeni i zmieszany zerka na wyświetlacz.
- Czego on chce? - mruczy pod nosem i przykłada telefon do ucha.
- Co tam? - rzuca do słuchawki. - Na zakupach... Tak, z Arriane i Cassandrą. - niepewnie zerka na Arri. Dziwnie tak przysłuchiwać się jednej stronie. - Harry, o co ci chodzi? - buczy.
Harry?! No błagam, nie chcąc słyszeć dalszej rozmowy wsiadam do samochodu. Po moich policzkach mimowolnie spływają pojedyncze łzy. Nie wiem co myśleć o Harrym. To że mnie nie lubi jest pewne. Pff.. nie lubi? Nienawidzi. Jeszcze tylko zostaje sprawa dlaczego?! Nie powinnam o nim w ogóle myśleć, psuję sobie tylko humor!
Jednak uparta część mnie cholernie chce wiedzieć o co mu chodzi. I dowiem się tego, to jest pewne.
Czuje jak chłodne powietrze wtarga do samochodu,a na siedzeniu kierowcy siada Arriane. Usadawia się w moją stronę i spogląda na mnie smutnym wzrokiem.
- Wszystko okej? - pytam przegryzając wargę.
Jej mina jest jakby... współczująca?
- Tak, to znaczy nie. Dzwonił Harry - patrzy na mnie badawczo.
Jego imię odbija się w moich uszach jak echo. Takie nieznośne echo. Marszczę czoło.
- Ja i Roland musimy jechać do Londynu. Teraz. - nadal błądzi po mnie badawczym wzrokiem.
- Spokojnie mogę wrócić autobusem. - chyba zrozumiałam o co jej chodzi.
Myślę ze dam radę dojechać nawet bez jakiejkolwiek przesiadki.
- Nie, nie o to chodzi. Zawieźlibyśmy cię spokojnie, ale musisz tu zostać i przekazać coś… Harremu. – szukam jakiejkolwiek oznaki żartu na jej twarzy. Nic. Patrzy na mnie z grobową miną.
- Żartujesz prawda? – uśmiecham się kpiąco.
Ona nie może mi tego zrobić!
- Nie. Cass błagam, to tylko głupie klucze. Przyjedzie tu po ciebie za jakieś 15 minut i zawiezie do akademika. Obiecał, że nie sprawi ci przykrości. – mówi lekko łapiąc mnie za rękę.
Taa, jasne.
Miliony ostrzeżeń i wątpliwości chodzi mi po głowie. Nie dam rady siedzieć z nim w aucie.. sama z NIM.
Potrząsam szybko głową.
- To się nie uda. On mnie nienawidzi. – mówię szybko.
- Cassandro, on nie jest taki zły. Nie warto się go bać. – nie zauważam jak, z drugiej strony staje Roland.
- Ale ja się go nie boję… nie przepadamy za sobą po prostu. –buczę.
- Okej. Czyli co dzwonić do niego? Żeby nie jechał? – rzuca pytające spojrzenie Arri.
- Na to wygląda. – czerwono-włosa wzdycha teatralnie.
- Jezu! Niech wam będzie. Ale jeśli znajdziecie moje zwłoki gdzieś w rowie… wiedźcie że mój duch nie da wam spokoju do końca życia! – grożę.
Jednak chyba nie za bardzo się tym przejmują, ponieważ chwilkę później czuję na sobie malutkie ciało Arriane.
Zostaję wyciągnięta z samochodu i pchnięta na pobliską ławkę przez Arriane, podaje mi klucze i całuje w policzek.
Dobrze że dziś nie jest jakoś bardzo zimno. – myślę. Przymykam powieki, a kiedy je otwieram widzę czarnego Range Rower’a. Kiedy dostrzegam kierowcę pojazdu moim ciałem wstrząsają pojedyncze dreszcze. Nawet nie za bardzo przyglądam się jego twarzy, obchodzę auto dookoła i wsiadam na miejsce pasażera. Nie zaszczycając mnie nawet jednym spojrzeniem rusza z piskiem opon. Szybko zapinam pasy i głośno wciągam powietrze zdając sobie sprawę, że właśnie przejechaliśmy na czerwonym świetle.
Spoglądam w lusterko i łapię Harrego, że robi to samo. Prycha i podgłasza radio.
Po prostu nienawidzę jak tak robi, zbywa mnie już tak któryś raz!
Jedziemy kolejne dziesięć minut w ciszy, a w mojej głowie powstaje plan rozmowy, który mam zamiar z nim przeprowadzić. Jednak za chiny nie wiem jak ją zacząć… zwłaszcza, że muzyka jest głośno – nie usłyszy mnie. Postanawiam na zbyt odważny ruch z mojej strony, chwilkę się lękam, ale wyciągam rękę i wciskam mały przycisk dwa razy - zanim czuję dużą zimną dłoń zaciskającą się na mojej. Wzdrygam się gwałtownie, gorący i zimny pot jednocześnie oblewa moje ciało, oczy wędrują na jego twarz – jest zły. Zły? To za mało powiedziane, wściekły. Szczęka mocno zaciśnięta, czarne oczy ciskające w moją stronę pioruny. Zabieram swoją rękę i przyciskam plecy do siedzenia.
- Nigdy. Nie. Dotykaj. Tego. Radia. – każde słowo mówi oddzielnie. Zaciska szczękę jeszcze mocniej ręką przeczesuje włosy.
- Prze-przepraszam. Ja chciałam tylko… - jąkam się, kuląc pod jego wzrokiem.
- Kurwa! – krzyczy, gwałtownie skręcając. – Musisz być taka?
- Jaka? Powiedz co robię nie tak?
- Wszystko. Nie powinno cię tu być. – cedzi przez zęby jakimś innym głosem.
- Nie rozumiem. – mówię bardziej do siebie niż do niego.
- No właśnie kurwa, nic nie rozumiesz.- rzuca, kolejny raz gwałtownie skręcając.
- To moż.. – przerywa mi.
- Jesteś tak samo beznadziejna jak ten twój braciszek. Prawdziwa kujonka co? Wspaniałe życie?
- Co ty pierdolisz Harry? Jaki braciszek? Nie zdajesz sobie sprawy… nie chce mi się nawet gadać! – krzyczę. Znowu zaczyna temat mojej przeszłości. – Gówno wiesz.
- Tak myślałem. – śmieje się gardłowo.
Wjeżdża na parking przed akademikiem.
- Nic nie wiesz! Mój brat?! Moje życie to jedno wielkie gówno! Masz jakieś problemy psychiczne? Co z tobą nie tak?! Ciągle naskakujesz na mnie jakbym ci coś zrobiła. Ale masz rację. Jestem beznadziejna. Wiesz? Możesz wyzywać sobie mnie, ale o mojej rodziny się odpierdol! W życiu nie przeszedłeś przez takie piekło jak oni! – krzyczę. Ścieram łzę, kiedy wspomnienia zapełniają moją pamięć. Rzucam w niego kluczami, które miałam mu dać i wychodzę z auta trzaskając drzwiami. Biegnę przed siebie nie reagując na dziwne spojrzenia pojedynczych uczniów rzucanych w moją stronę. Na ostatnim zakręcie potykam się i upadam na podłogę.
Nie mam już siły. Podnoszę się i plecami przylegam do ściany przy jakiś drzwiach. Tak strasznie go nienawidzę, chyba nigdy nie spotkałam tak złego człowieka. On nie ma serca. Przyciągam nogi i oplatam rękami cicho łkając.
Nie wiem ile tak siedzę, ale czuję jak nogi mi drętwieją. Duże dłonie na moich ramionach sprawiają, że po ciele rozlewa mi się fala ciepła i wiem, że to Harry. To dziwne, że moje ciało tak reaguje na jego dotyk. Ale jeszcze dziwniejsze jest to, że on tu przyszedł. Po co?
Silne ramiona unoszą mnie do góry. Nigdy nie czułam czegoś takiego. Jak dotyk może sprawić, że ktoś czuje się bezpieczny? Bezpieczny pod dotykiem swojego wroga?
Regularne dreszcze wstrząsają moim ciałem. Jednak nie są to te nieprzyjemne dreszcze. Te są inne, delikatne. Prawie pobudzając mnie do życia.
Harry przyciska mnie do ściany, otwieram oczy by napotkać zielone tęczówki. Tak piękne zielone oczy. Nie wierzę, że należą one do Harrego.
To niemożliwe.
Zielone – tak głębokie, że dosłownie w nich tonę.
Nie wiem nawet jak opisać to co w nich widzę. Najpierw nicość. Nic po prostu nic. Teraz kiedy się lekko rozszerzają – zaskoczenie. Powiększają mu się źrenice.
Oplatają je czarne rzęsy –długie, ale nie aż tak jak Zayna.
Dlaczego nigdy nie spojrzałam Harremu w oczy? Zawsze zaczynałam znajomość z kimś od spojrzenia mu w czy. Jedna nie z nim. Czy to coś znaczy?
Niekontrolowanie rozchylam wargi coraz bardziej dając się porwać przeszywającym tęczówką bruneta.
Patrzy mi prosto w oczy. Jakby czegoś szukał, albo coś znalazł…
Wzdrygam się. Jego dłonie coraz to mocniej zaciskają się na moich ramionach.
Ciechy jęknięcie sprawia, że również Harry wraca do świata żywych.
- Arriane prosiła mnie abym więcej nie sprawiał ci przykrości. – mówi cicho. Otrząsa się i zabiera rękę z mojego ramienia. – Sorry. – rzuca i odwraca się.
Fuck.
Tak Cassandro. Jesteś boska. Nic nie mów! Nic nie…
- Zaczekaj! – krzyczę. Zatrzymuje się i powoli odwraca.
Jezuu.. Jego oczy są teraz strasznie zagubione, jakby nad czymś intensywnie myślał. A tak poza tym… to BRAWO! Zatrzymałaś go.
- Co? – mruczy.
- Twoja ręka… - wskazuję na jego pokaleczoną dłoń. – Mogłabym ją opatrzyć. – proponuję już ciszej.
Moja uparta natura – nie wieże, że to powiem – ale jest nie do wytrzymania!
W sumie to jakby przeze mnie jest taka pokaleczona… ja go popchnęłam.
- Co? – pyta zbity z tropu. Unosi rękę i się jej przygląda. – Ach, nie to… nic. – mówi, unikając mojego wzroku.
- Skoro nic, to daj opatrzyć. – słyszę u siebie stanowczy głos. Serio?
- Daj kurwa spokój, Cass.
Pierwszy raz wypowiada moje imię, przezwisko. I robi to co prawda poddenerwowany, ale jego usta tak fajnie się układają…
CO??
GŁUPIA!
Przegryzam wargę.
- Nie to nie. – patrzę mu prosto w oczy.
Nie będę się go prosić, co to to nie! Odwracam się na pięcie i idę przed siebie. Moje myśli wypełniają się już czymś innym. Muszę przeczytać chociaż tematy, i skoro to Gabby zawsze ma robić rozgrzewki na w-f’ie to powinnam jakoś trenować czy coś…
- Zgoda! – słyszę przegrany głos Harrego.
Serio? Jakoś nie sądziłam że serio się zgodzi… nie ja byłam pewna że się nie zgodzi!
- Serio? – pytam, idzie w moją stronę.
Swoją drogą, ma niezłe nogi. Lepsze niż połowa dziewczyn.
Fuck! Cass z tobą nie tak?!
- Opatrz mi tą cholerną rękę. – mówi cicho, kiedy już znajduje się obok mnie.
Czyli moje plany z nauką… poszły się pierdolić.
To znaczy ten…
- Okej. – mówię powoli i uważnie, myśląc że to jakiś żart.
Otwieram drzwi i wpuszczam Harrego pierwszego, taa gentleman.
- Usiądź, wezmę apteczkę. – rozkazuję grzebiąc w szafie.
Gdzieś tu musisz być! Wkładałam cię. Jest!
Podchodzę do swojego łóżka gdzie usiadł Harry.
- Serio lubisz to łózko. – mruczę bardziej do siebie niż do niego.
- Taa, mamy wiele wspomnień. – klepie moją kołdrę.
Marszczę nos. Boże chyba nie chcę wiedzieć o jakie wspomnienia mu chodzi.
- Daj. – wyciągam swoją rękę, czekając na jego. Wyciąga ją w moją stronę zabawnie poruszając palcami.
Powstrzymuję się przed chichotem, przegryzając wargę.
- Możesz przestać to robić? – buczy. Marszczę czoło, o co mu chodzi tym razem? – Usta. Nie przegryzaj ich. – mówi.
Pomijając to, że prawie śmiałam się przy Harrym, to było naprawdę dziwne – jednak wypuszczam wargę z między zębów.
Daję sobie spokój z upierdliwym sumieniem na tą chwilę i postanawiam w końcu zająć się jego ręką.
Ałła. Ta rana wygląda naprawdę okropnie.
Delikatnie łapię jego dłoń, jest naprawdę duża. Biorę wacik i pocierając jego ranę dezynfekuję ją.
Syczy cicho, widzę jak drugą dłoń zaciska na kolanie.
Próbuję robić to jeszcze delikatniej jednak na marne.
- Kurwa. – syczy.
- Jeszcze troszkę. – mówię. Przesuwam się na dywan, klękając między jego kolanami.
Taa, dziwna pozycja, ale tak mi po prostu wygodniej myślę, że jemu też.
Ostatni raz najdelikatniej jak potrafię dotykam jego dłoni. Zakładam malutki bandaż.
- Telefon ci dzwoni. – mówi wyciągając mój telefon ze swojej kieszeni.
Co kurde?
- Skąd on się… - zaczynam.
- Po prostu odbierz.
- Okej. – biorę od niego telefon i zerkam na wyświetlacz. Emmet.
Przegryzam wargę i odrzucam połączenie.

Ok po pierwsze: NIENAWIDZĘ CIĘ BRACIE!
Po drugie: Nie odpisywałam na jego sms’a.
Po trzecie: CO MÓJ TELEFON ROBIŁ W KIESZENI HARREGO??!!
Szybko wybieram numer Damona i wciskam zielona słuchawkę.
- Cass? – słyszę po drugiej stronie. Wstaję i idę na drugi koniec pokoju.
- Damon wszystko okej, nie wiem po co się tak denerwujesz. – próbuję go uspokoić.
- Nie dyskutuj, mama odchodziła od zmysłów! Nie mogłaś chociaż odpisać? Yy.. – chyba zauważył że „opisałam”.  – Mogłaś zadzwonić.
- Przepraszam, miałam ciężki dzień. – spoglądam na Harrego, również mi się przygląda. – Gdzie jesteś?
- Za dwadzieścia minut będę pod akademikiem. – sapie.
- Nie musiałeś…
- Czekaj na mnie na dole. – słyszę zanim się rozłącza.
Super.
- Jak tam braciszek? – słyszę sarkastyczny głos Harrego.
- Dlaczego miałeś mój telefon? Dlaczego odpisałeś na sms’a?! – odpowiadam pytaniem na pytanie.
- Odczep się Cass. – buczy.
- Słucham?! Harry nie zbywaj mnie. Po prostu odpowiedz. – podchodzę bliżej. Zielonooki wstaje i kieruje się w stronę drzwi.
- Dzięki za… um… bandaże. – rzuca oschle i trzaska drzwiami wychodząc.

Rzucam się na łóżko i krzyczę w poduszkę. Nie mam już siły.

♥♥♥

HIIII!
Ten rozdział jest MEGAA długi :D
Ale nie przyzwyczajacie się XD
Po prostu chciałam już skończyć ten dzień w jednym rozdziale ;))
Jednak i tak mi się to nie udałoo ;CC
Trudno, reszta za tydzień, lolz
DZIĘĘĘĘĘKI MIŚKI ZA WSZYSTKO! *__*
LOVE YOU ALL ♥
Julia ♥
PS. Kiedy jedna z przyjaciółek nie wie o co chodzi :D